Archiwum dla Kwiecień, 2012

Pomalutku, ale do przodu

Posted: 25 kwietnia 2012 in Blog
Tagi: , , ,

Megula po kolejnych drobnych regulacjach porzuciła kilka kolejnych przywar wieku dziecięcego. Łatwiejszy rozruch i jeszcze bardziej płynna praca. Jak na razie straty są tylko moralne. Nie było mnie na 1/4 mili i nie stać mnie chwilowo na dalszy tuning.

Bezcenne jest to że Kacper czuje się lepiej i nowy front leczenia na razie sprawia wrażenie właściwego – poczekamy na trwałe efekty (trzymam kciuki).

5-6 Maja jadę z kumplami do Legionowa na 2 dniowy kurs doskonalenia jazdy motocyklem.Zamiast wyścigów i testosteronu będzie edukacja i pokora – Mam nadzieję że to nie starość ale objaw zdrowego rozsądku. Lepiej się czegoś nauczyć niż się ścigać (choć na ściganie pewnie przyjdzie jeszcze czas – jak się pojawi więcej kasy)

Megula nie ma gmoli i wysunięte sety napawają mnie obawą przed „anglezowaniem” i woltyżerką. Liczę na to że nie fiknę kozła podczas edukacji.

Zabieramy się na to szkolenie ekipą Motsapiens, więc będziecie pewnie mogli się z nas pośmiać niebawem na youtube.

(Na dzień dzisiejszy jest jeszcze kilka wolnych miejsc – dajcie cynk kto by chciał się załapać)

Na deser dzisiejsze zdjęcie z przed furty.

Pozdrawiam

Krzysiek

Megula Czarnula

Motobazar 22.04.2012

Posted: 23 kwietnia 2012 in Blog
Tagi: , , , ,

Wraz z rodzinką udaliśmy się na cykliczną imprezę motocyklową okraszoną kiełbaską i zakupami biżuterii oraz innych motopierdół.

O dziwo ten motobazar różnił się od kilku pozostałych. Główną zmianą jaką dostrzegliśmy był asortyment wystawiających się. Tym rzem można był zawiesić oko na całkiem przyjemnej ilości gratów oraz maszyn. Na poprzednich główną atrakcją był pokarm w postaci wurstu okraszonego kawą (tym razem również tradycyjnie oddaliśmy się temu rytuałowi)

Dla niespełna 4 latka ponad 2,5 godziny spaceru w tłumie i zgiełku to sukces. Dlatego (za dobre sprawowanie) otrzymał nową Hondę Golwing w kolorze RED (z zerowym przebiegiem) oraz nowy mundurek do przedszkola (Ciekawe czy się Paniom spodoba)

Za te same wyniki ja otrzymałem koraliki (o zgrozo, nawet mi się podobają)

Małżowina na otarcie łez zdobyła czarną chustę (taką samą jaką posiała gdzieś w Polsce przed laty) i koraliki (będziemy się pewnie wymieniać – Ja chyba niewieścieję na starość)

Ubranko i koraliki podobały się nawet Babci która została prze nas podstępnie i znienacka najechana we własnym domu – po czym na deser Kacperski wodował w parkowej fontannie zmuszając nas do odwrotu.

Tak to zakończył się nasz familijny motoweekend

Pozdrawiamy

Mój znajomy alias Wykrzyknik chciał się z podzielić swoją historią – Oddaję mu głos:

„Pomysł na przerobienia Road Stara zrodził się w mojej głowie już dawno. Jednak jak to często w życiu bywa, brak funduszy nie pozwalał na zbyt radykalne zmiany. I tak co zimę od trzech lat wprowadzałem jakieś niewielkie kosmetyczne zmiany.
Jesień 2011 przyniosła nieszczęśliwe zdarzenie, mój Road Star dostał shimy. Na szczęście przy niewielkiej prędkości, jednak prawy bok motocykla był kompletnie uszkodzony.
Przyszedł więc czas na poważniejsze zmiany. Przy okazji zrodził się pomysł, że skoro tak czy inaczej Gwiazda będzie przechodzić metamorfozę to czemu by jej nie przygotować na wystawę Custom Schow w Poznaniu. I tak powoli zaczął się etap tworzenia nowego wizerunku mojego motocykla.
Najpierw pod nóż poszły błotniki, pomysł na ich kształt miałem już w głowie od dawna. Pozostało tylko uśmiechnąć się do Romana Warmuza z Metal Custom żeby moją wizję przekuł w realne kształty elementów mojego moto.
Moja wizja była dość fantazyjna, ostre zakończenia, kolczaste dodatki, dospawane pręty wzdłuż błotników zakańczane ostrymi grotami. Kilka nocy zajęło Romanowi wyperswadowanie mi z głowy pewnych udziwnień, które w jego i niestety nie tylko jego odczuciu były po prostu szpetne… Ponoć o gustach się nie dyskutuje. Suma summarum z mojej początkowej wizji na błotniki został tylko ich kształt.


Kolejny krok to zbiornik. Skoro błotniki miały ostre wcięcia to i zbiornik powinien do nich korespondować. Do tego koniecznie chciałem odkryć pokrywy zaworów tak aby całe serducho mojego bika było pięknie widoczne i budziło podziw i respekt swoimi gabarytami.
I tu też jak to zwykle bywa podczas nocnych prac twórczych doszedłem do wniosku, że tak łatwo Romanowi nie będzie i poprosiłem go jeszcze o wycięcie wnęki na oryginalną konsolę na zbiorniku i wyprowadzenie wszystkiego tak jak by jej tam nigdy nie było.

Usunięcie konsoli wiązało się ze znalezieniem nowego miejsca na stacyjkę. Wizje miałem dwie, albo wpakować ją w boczek pod siedzeniem albo między cylindry. Wybrałem to drugie rozwiązanie, które teraz wydaje mi się niezwykle trafne.
Zbiornik z każdym dniem zaczynał wyglądać coraz lepiej, męczyła go tylko jedna dolegliwość, ciągle przeciekał. Na szczęście udało się pozaspawywać wszystkie dziurki i przyszedł czas na szpachlowanie i malowanie.


Gdy Roman walczył z metalowym ciałem zbiornika ja już nanosiłem w zaciszu klubowym aerograf na błotniki. Tak do końca nie wiem w którym momencie wpadł mi do głowy pomysł japońskich rybek koi i smoków. Całość, według japońskiej mitologii symbolizuje wytrwałość w dążeniu do celu, nieugiętość i dążenie ze wszystkich sił do celu.


Gdy błotniki miałem już wymalowane a na zbiorniku zastygała szpachla przyszedł czas na dobranie do całości osprzętu. Nowej kierownicy, manetek i lusterek. W głowie powoli rodził mi się film na nowy filtr powietrza i wydechy ale o tym zaraz.
Sympatyczny zbieg okoliczności sprawił, że jako ster Gwiazdki wsadziłem kierownicę od starego ruska, manetki i lusterko udało mi się nabyć na Motobazarze w Warszawie. Przednia lampa i kierunkowskazy czekały już prawie rok w szafie na zamontowanie. Więc wydawało się, że już prawie wszystko gotowe. Customshow zbliżał się wielkimi krokami, mało powiedzieć zostało 14 dni a ja nie miałem jeszcze pomalowanego zbiornika, zrobionej elektryki, wydechów, filtra powietrza, linek do gazu, siodła, podnóżków i dźwigni zmiany biegów i tylnego hamulca…


Wszystko na gwałt. Myślałem, że Roman wyjdzie z siebie gdy przyszedłem do niego z pomysłem na zrobienie filtra powietrza. Jednak pomysł na tyle mu się spodobał, że usiadł przy kompie i zaprojektował lekko modyfikując moją wizję kapitalny filtr i podnóżki. Czekałem na nie niemal do ostatniej chwili. Na pięć dni przed wyjazdem na wystawę miałem już wszystkie graty. Jedyne czego nie było to skończonego aerografu na zbiorniku i siodła. Tu z pomocą przyszła moja ukochana i pod moim czujnym okiem kleiła gąbki do stelaża jaki zrobiłem.


Życie nie może być za proste, gdy wydaje się, że wszystko jest już na najlepszej drodze dzieje się coś co niweczy wszystkie plany. Wielki piątek, skończyłem malowanie smoka na zbiorniku, przygotowałem wszystko do lakierowania. Lakier oczywiście House of Color UFC 35 i o 22 przystąpiłem do lakierowania. Pierwsza warstwa wydalała się pięknie, by po kilkunastu sekundach ściągnąć mnie na ziemię. Aerograf stworzyłem farbami Createx i o zgrozo okazało się, że zważyły się z lakierem Housa… Dramat, byłem załamany, praktycznie wszystkie elementy oprócz przedniego błotnika wyglądały jak powierzchnia suchego jeziora… Chciałem wyć, kopać i gryźć…
Wielka sobota, dziewiąta rano melduje się w zaprzyjaźnionej mieszalni lakierów w Grodzisku Mazowieckim przy stacji PKP i dokupuję potrzebne mi kolory House of Color. Pędem do lakierni (czytaj na strych do mojej mamy) i do roboty. Najpierw darcie zważonych elementów, potem czerń i malowanie wzorów. O 23,40 skończyłem lakierowanie elementów. Zadowolony i zmęczony wróciłem do domu.
Następny dzień nie przyniósł mi upragnionego spokoju. Jak można było się spodziewać lakierowanie garażowe przyniosło milion paprochów w lakierze. Znów odeszły mi chęci na wyjazd na Custom. Jednak moja Pani wspierała mnie w tych trudnych chwilach. Co tu dużo mówić, bez ukochanej kobiety i jej nieocenionego wsparcia nie skończył bym motocykla na czas…
W lany poniedziałek wziąłem się za robienie elektryki i owijanie taśmą z włókna szklanego wydechów.  Poskładałem co mogłem i nad ranem poszedłem spać. Wtorek, walka z polerowaniem lakieru, dzień czyszczenia, spinania tego co jeszcze nie pospinane, dorabiania brakujących mocowań, jakichś drobnych elementów i walka z gąbką siodła tak aby nadać jej odpowiedni kształt. Następnie tłoczenie w skórze wzoru japońskich rybek, naciąganie jej na stelaż z gąbką i barwienie. Skończyliśmy w środku nocy. Za to ja skończyłem nad ranem spinanie wszystkiego w jedną zwartą całość.


Czwartek, dzień wyjazdu, nerwy już na granicy wytrzymałości, niewyspany i wymęczony zaczynam mieć wszystkiego dość. Motocykl nadal nie skończony a moja wytrzymałość już prawie na wyczerpaniu. Niby wszystko już na swoim miejscu, zostało tylko zamontować siedzenie ale dopadają mnie myśli dziwne i zupełnie nie odpowiednie do sytuacji. Może nie jechać, może odpuścić. Przecież na takiej wystawie będą motocykle za grubą kasę, z czym ja się tam pokażę. Ola po raz kolejny rozwiewa niepewności i koło 23 ruszamy do Poznania.
Udało się, mimo wszelkim przeciwnościom losu, braku kasy, czasu i cierpliwości udało się. Na tylnym błotniku widnieje japoński napis ,, zawsze podążaj do celu, nie zważając na przeciwności losu”. Taki właśnie jest mój motocykl, zbudowany mimo wszystko, ogromnym nakładem pracy, czasu i wiary, której nie straciłem dzięki wsparciu kochającej mnie kobiety. Dzięki pracy Romana Warmuza z Metal Custom. Mojemu bratu, z którym zrobiłem siodło. Gdyby nie jego doświadczenie w pracy ze skórą jakie zdobył tworząc genialne rzeczy w swojej firmie Vaquero Manufacture mój motocykl nie wyglądał by tak jak wygląda.
,,Dążący do celu” taką nosi nazwę, taki właśnie jest, mój osobisty symbol walki, silnej woli i bycia nieugiętym mimo wszelkim przeciwnościom losu. ”

Blokers i jego Bike

Posted: 19 kwietnia 2012 in Blog
Tagi: , , ,

Posiadanie motocykla jako podstawowego środka lokomocji nie jest logiczne zwłaszcza gdy ma się dziecko. Sytuacja pogarsza się gdy nie mamy garażu i wyśniony rumak musi niezależnie od pogodny znosić chłody i niepogody pod plandeką.

W moim życiu jest sporo paradoksów i w sumie to nie przeszkadzają mi one bo to są świadome wybory, lecz gdy czasem spojrzę na siebie oczami „obywatela” to zastanawiam się dlaczego.

Dlaczego by pobawić się w mechanika muszę zabrać motocykl na wycieczkę do serwisu lub zaprzyjaźnionego garażu? Głupie, prozaiczne czynności serwisowe wymagają wyprawy lub zabawy na świeżym powietrzu. Brak domowego zaplecza technicznego jest moją największą bolączką

Dlaczego, by umyć motocykl muszę jechać na wieś lub kryć się stojąc okrakiem nad studzienką odpływową w obawie prze mandatem, skoro są myjnie – Bo jak wrócę z myjni (gdzie i tak nikomu nie dam dotknąć Meguli) motocykl ubrudzi się w drodze powrotnej (zanim wyschnie)

Dlaczego, gdy zabraknie mi klucza lub innego narzędzia jestem uziemiony na jeden dzień (zanim pożyczę właściwy tool z warsztatu.)

Dlaczego, aby podładować akumulator muszę go zabrać do domu?

GARAŻ ja chcę GARAŻ!!! Ci co go mają, albo mieszkają w domku który na wyposażeniu ma taki gabinet są błogosławieni.

W myśl zasady im coś więcej kosztuje tym lepiej smakuje, na razie cieszę się z tego że przez ostatnie 19 lat radzę sobie z tą sytuacją i nie mam w sumie powodów do narzekania to uświadomiłem sobie że jeszcze w tym życiu chciałbym mieć domek dla Meguli (może tam być kanapa dla mnie, ja tam jestem ugodowy i nie będę jej przeszkadzał)

Ta właśnie myśl wykiełkowała w mojej głowie po tym jak podczas naprawy myjki parowej zabrakło mi długiego śrubokręta – głupiego śrubokręta. Dopiero następnego dnia wyposażony we właściwe narzędzie udało ni się naprawić pompkę tego diabelstwa.

Miejski motocyklista bez zaplecza technicznego ma może i trudniej ale i frajdę warsztatowych spotkań ma większą. (No i nie porywa się sam na z motyką na słońce, przez co potencjalnie sam sobie krzywdy nie zrobi)

Pozdrawiam

Krzysiek

Megula Czarnula

 

Otwarcie Bemowo

Posted: 15 kwietnia 2012 in Blog
Tagi: , , , , ,

Było mokro, rześko, i bez zadęcia. Przyjechało sporo motocykli ale nie każdy był gotów zapłacić za bilet wjazdu na płytę, spora cześć czekała na paradę przed lotniskiem. Impreza ta jest dla mnie stałym elementem motocyklizmu i tylko raz ją opuściłem od początku jej istnienia (powiedzmy że nawet jak oficjalnie nie będzie „Bemowa” to będziemy mogli się spotkać w tej okolicy)

Film z relacją możecie obejrzeć na Motosapiens.pl

Wraz z żoną udało nam się wspólnie pojechać, a w ostatnich czasach wcale nie było to takie oczywiste i wiedząc że czyta te słowa chciałbym Jej podziękować za to co teraz robi.

Megula dostała troszkę wyższe wolne obroty bo dzięki przejechaniu się w głośniejszym kasku niż J1 usłyszałem więcej niż się spodziewałem.

W drodze do domu udało mi się znaleźć poligon dla Meguli. Na prostym odcinku drogi na światłach stanął obok mnie Discovery (chyba 3.0 diesel twinturbo, bo syczał jakby chciał mnie wciągnąć ogromnym niekończącym się wdechem).

Ruszyliśmy i Disco nie pojawiło się w lusterku a Syk stał się głośny więc przeciągnąłem jedynkę, zapiąłem biegi do 4 i gdy spojrzałem za siebie Disco nadal nabierał prędkości – zważywszy na aurę – Zapiąłem 5 i odpuściłem. Kilka sekund później Lad Rover minął mnie dużą prędkością.

Sterydy wydają się działać – Zbliża się koniec docierania silnika,  ale dziura budżetowa nie pozwoli mi przejść na 2 level (Co się odwlecze to nie uciecze)

Jedynie Kacperek musiał się zadowolić bieganiem w kasku (prawie cały dzień). Już niedługo przyjdzie czas zakupu pierwszego prawdziwego motocyklowego nakrycia głowy, na razie kask zastępczy sprawdza się idealnie (Oczywiście tylko do zabawy)

Pozdrawiam

Krzysiek

Megula Czarnula

P.S.

i Kawa była dobra!

Bezcenne – Tragiczne

Posted: 12 kwietnia 2012 in Blog

Dziś coś z cyklu „z życia salonu motocyklowego”

Historia miała swój początek kilka dni temu, kiedy to pewien Pan szukał dla siebie kasku. Sprzedawczyni – osoba z ogromnym doświadczeniem (Właścicielka salonu, żona zawodnika rangi międzynarodowej, osoba kompetentna z blisko dwudziestoletnim stażem w branży motocyklowej) – Więc owa sprzedawczyni po wysłuchaniu potrzeb i wymagań klienta zaproponowała kask który odpowiadał jego oczekiwaniom. Klient usatysfakcjonowany wiedzą jaką wydobył udał się do innych salonów na poszukiwanie okazji. Po spenetrowaniu rynku i zakupie przyszedł Ponownie do Pani Sprzedawczyni i w bardzo piękny sposób wyraził swoją opinię na tema kasku który nabył niedawno. Postaram się zachować obiektywizm, ale nie uda mi się za pewne słowo w słowo przytoczyć zwrotów jakich Pan użył w tej konwersacji – oto jak ona mniej więcej przebiegła:

„Widzi Pani jaki świetny kask kupiłem u konkurencji. To najwyższy model z tego roku, a nie taki stary jaki oglądałem u was. Nawet cenę dostałem znakomitą.”

I tak Pan Klient uzewnętrzniał się na temat swojego okazyjnego zakupu u konkurencji. Pani sprzedawczyni uśmiechała się i zachowała pełny profesjonalizm, ale ja jako młoda krew nie wytrzymałem i zacząłem rozwiewać euforię Pana klienta:

„Po pierwsze pod hasłem najwyższy model kryje się słowo kask torowy. Cena musiał być okazyjna bo ten model NIE jest już produkowany od kilku lat, jest o wiele starszy od tego który jest u nas. Ten kto go Panu sprzedał zapewne nieświadomie wprowadził Pana w błąd.”

Mina Klienta była tragiczna a zarazem bezcenna.

Potem zamknąłem się bo nie chciałem „kopać leżącego” (człowiek wyglądał na rozczarowanego)

Takie przypadki nie są odosobnione i nie dotyczą wyłącznie kasków. Załamująca jest czasem niewiedza sprzedawców (ja sam często pytam mądrzejszych od siebie by nie zrobić z siebie idioty – nie zawsze się udaje) od kupujących nie wymagam wiedzy lecz odrobiny zaufania, ale jak je zdobyć kiedy przychodzi do mnie klient ubrany w kombinezon w rozmiarze 56 i narzeka że mu się rozciągnął po czym ubieram go w kombinezon 50  i jest na sporym luzie – Ludzie! Nie dajcie się zwariować. Dlatego właśnie tworzę z Dominikiem portal Motosapiens by podnieść świadomość przyszłych klientów i uchronić motocyklistów przed wyrzucaniem pieniędzy na produkty które nie spełniają ich oczekiwań.

Podsumowując – Czy chcecie wydać pieniądze czy kupić coś czego potrzebujecie? – Odpowiedzcie sobie na to pytanie przed wyłożeniem kasy na stół.

Coś mnie łamie

Posted: 11 kwietnia 2012 in Blog
Tagi: , , , ,

Dziś był całkiem udany dzień. Megula była grzeczna i udało nam się dojechać nawet do polskiej siedziby Schuberth, Rukka, XPD gdzie miałem okazję chwilę porozmawiać o motocyklach (i wiatrówkach) po czym troszkę zepsułem ogródek (to nie ja, to Megula) za co serdecznie przepraszam.

Dziś też odwiedziła mnie para motocyklistów których ubrałem najlepiej jak potrafiłem – spełniając ich oczekiwania i dostosowując się do Ich stylu jazdy. Miałem ogromną satysfakcję bo przyjechali tylko po to by powiedzieć że wszystko jest super!! – Takie chwile upewniają mnie w tym że to co robię robię dobrze.

Niestety radość jest dziś troszkę przytłumiona lekami. Generalnie złapałem jakiegoś wirusa i nie mogę się go pozbyć – Do walki stanął Theraflu – zobaczymy jak sobie poradzi.

Wracając na koniec do panów Marcinów to jak możecie zauważyć na fotce Megula wzbudziła w każdym z nich inne emocje 🙂 (Pozdrawiam Kaję!)

LWG

Krzysiek

Megula Czarnula – Przeprasza za trawnik !

Po świętach

Posted: 10 kwietnia 2012 in Blog
Tagi: , ,

Święta święta i po ptakach. Było miło ale się skończyło. W lodówce zadomowiło się kilka nowych dań a królewskie miejsce piastuje makowiec – Dziś pewnie zniknie jak sen jaki złoty.

Megula dziś całkiem ochoczo zawiozła mnie do pracy. Warszawa jest troszkę wymarła – święta zrobiły spustoszenie śród kierowców. Dla higieny wracając do domu pojechałem okrężną drogą. Silnik chodzi bardzo ładnie – profilaktycznie zamiast opuszczać troszkę podniosłem wolne obroty. Generalnie motocykl prawie skacze na postoju więc aby ulżyć panewce głównej warto zapewnić bardziej płynną pracę. Myślę intensywnie o zmianie map zapłonu – cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną.

A z ciekawostek to Kacper mówi już tak szybko że czasem zacina się przy starcie (wypowiedzi) – wyobraźnię ma niesamowitą – Dzięki niemu nauczyłem się składać spodnie!

Pozdrawiam

Krzysiek

Megula Czarnula

P.S.

W najbliższą niedzielę otwarcie na Bemowie, będziecie?

TT3D: Closer To The Edge – Najnowszy film z motocyklami w roli głównej.
Ponieważ bardzo rzadko twórcy pochylają się nad motoryzacyjną pasją jest to pozycja obowiązkowa dla każdego maniaka warczących rowerów.
Obraz przedstawia ( I to w trzech D ) Nie splamioną myślą ludzką pasję do ścigania się, która poza ogromnym potencjałem autodestrukcyjnym jest sensem życia wielu ludzi.
Tourist Trophy na wyspie Man to święte miejsce dla maniaków prędkości. Odbywa się tam wyścig uliczny, który nie wybacza żadnych błędów.
Postacią przewodnią jest Guy Martin – prawdziwy współczesny “buntownik bez powodu”.
Poza ogromnymi prędkościami zobaczymy na ekranie łzy rozpaczy i radość zwycięstwa – to kompletny obraz pasji, która nie uznaje kompromisów.
Ten film podejmuje próbę wytłumaczenia dlaczego motocykliści tak bardzo kochają to co robią.

Pozdrawiam i polecam

Krzysiek

Megula Czarnula

Mokra środa

Posted: 4 kwietnia 2012 in Blog
Tagi: , , , ,

Dziś strasznie nie chciało mi się wstawać. Byłem śpiący i zmęczony pomimo 10 godzin snu. Aby poprawić sobie nastrój postanowiłem przewietrzyć Megulę. Biedaczka miała kilka dni wolnego w śniegu i deszczu za śniegiem, stała biedna na parkingu przykryta zaledwie zgrzebnym pokrowcem. Należy jej się coś od życia!

Jak już wspomniałem Byłem zaspany i gdy ominąłem sznur samochodów i stanąłem jako pierwszy przed światłami, zagapiłem, zamyśliłem się – generalnie zapaliło się zielone a ja z ręką w nocniku nawet kierownicy nie trzymałem. Tut! nieśmiało trąbnęło auto z tyłu. No to jedynka i gazz!!! Zapomniałem że Megula ma zdecydowanie lepsze odejście niż przed rokiem… Nogi na podnóżkach postawiłem dopiero za skrzyżowaniem bo majtały się próbując przeciwważyć tańczący zad motocykla. „No to pokazałem jak się nie jeździ” pomyślałem i spokojnie dotarłem do pracy. A tam niespodzianka – Trafił mi się kurs z kaskiem do biura Schuberth’a. No to gaazz!… nie, nie, nie…. Jedynaczka, kierunkowskaz i grzecznie, spokojnie dokulałem się na ulicę Wąchocką 1F. Krótka pogadanka z  Kają oraz Marcinami  i do pracy.

Na zakończenie dnia, wracając już do domu zauważyłem Motoguzzi (na pustych wydechach) stojącego na chodniku. Właściciel miał w ręku obcęgi co spowodowało że nie mogłem już jechać dalej. Motocyklista był zdziwiony że ktoś się zatrzymał „teraz to się już nikt nie zatrzymuje” Przywróciłem w ten prosty sposób staremu wilkowi wiarę w młodsze pokolenie. Strzeliła mu linka gazu, nie miałem ze sobą zestawu naprawczego, ale widać było że to dla niego nie pierwszyzna i szybko ogarnął temat. Odprowadziłem go do domu i pojechałem odstawić Megulę na parking.

To był całkiem fajny dzień choć ciężko było go zacząć

Pozdrawiam

Krzysiek

Megula Czarnula