Jak Wykrzyknik Customa budował

Posted: 20 kwietnia 2012 in Blog
Tagi: , , , , , , , ,

Mój znajomy alias Wykrzyknik chciał się z podzielić swoją historią – Oddaję mu głos:

„Pomysł na przerobienia Road Stara zrodził się w mojej głowie już dawno. Jednak jak to często w życiu bywa, brak funduszy nie pozwalał na zbyt radykalne zmiany. I tak co zimę od trzech lat wprowadzałem jakieś niewielkie kosmetyczne zmiany.
Jesień 2011 przyniosła nieszczęśliwe zdarzenie, mój Road Star dostał shimy. Na szczęście przy niewielkiej prędkości, jednak prawy bok motocykla był kompletnie uszkodzony.
Przyszedł więc czas na poważniejsze zmiany. Przy okazji zrodził się pomysł, że skoro tak czy inaczej Gwiazda będzie przechodzić metamorfozę to czemu by jej nie przygotować na wystawę Custom Schow w Poznaniu. I tak powoli zaczął się etap tworzenia nowego wizerunku mojego motocykla.
Najpierw pod nóż poszły błotniki, pomysł na ich kształt miałem już w głowie od dawna. Pozostało tylko uśmiechnąć się do Romana Warmuza z Metal Custom żeby moją wizję przekuł w realne kształty elementów mojego moto.
Moja wizja była dość fantazyjna, ostre zakończenia, kolczaste dodatki, dospawane pręty wzdłuż błotników zakańczane ostrymi grotami. Kilka nocy zajęło Romanowi wyperswadowanie mi z głowy pewnych udziwnień, które w jego i niestety nie tylko jego odczuciu były po prostu szpetne… Ponoć o gustach się nie dyskutuje. Suma summarum z mojej początkowej wizji na błotniki został tylko ich kształt.


Kolejny krok to zbiornik. Skoro błotniki miały ostre wcięcia to i zbiornik powinien do nich korespondować. Do tego koniecznie chciałem odkryć pokrywy zaworów tak aby całe serducho mojego bika było pięknie widoczne i budziło podziw i respekt swoimi gabarytami.
I tu też jak to zwykle bywa podczas nocnych prac twórczych doszedłem do wniosku, że tak łatwo Romanowi nie będzie i poprosiłem go jeszcze o wycięcie wnęki na oryginalną konsolę na zbiorniku i wyprowadzenie wszystkiego tak jak by jej tam nigdy nie było.

Usunięcie konsoli wiązało się ze znalezieniem nowego miejsca na stacyjkę. Wizje miałem dwie, albo wpakować ją w boczek pod siedzeniem albo między cylindry. Wybrałem to drugie rozwiązanie, które teraz wydaje mi się niezwykle trafne.
Zbiornik z każdym dniem zaczynał wyglądać coraz lepiej, męczyła go tylko jedna dolegliwość, ciągle przeciekał. Na szczęście udało się pozaspawywać wszystkie dziurki i przyszedł czas na szpachlowanie i malowanie.


Gdy Roman walczył z metalowym ciałem zbiornika ja już nanosiłem w zaciszu klubowym aerograf na błotniki. Tak do końca nie wiem w którym momencie wpadł mi do głowy pomysł japońskich rybek koi i smoków. Całość, według japońskiej mitologii symbolizuje wytrwałość w dążeniu do celu, nieugiętość i dążenie ze wszystkich sił do celu.


Gdy błotniki miałem już wymalowane a na zbiorniku zastygała szpachla przyszedł czas na dobranie do całości osprzętu. Nowej kierownicy, manetek i lusterek. W głowie powoli rodził mi się film na nowy filtr powietrza i wydechy ale o tym zaraz.
Sympatyczny zbieg okoliczności sprawił, że jako ster Gwiazdki wsadziłem kierownicę od starego ruska, manetki i lusterko udało mi się nabyć na Motobazarze w Warszawie. Przednia lampa i kierunkowskazy czekały już prawie rok w szafie na zamontowanie. Więc wydawało się, że już prawie wszystko gotowe. Customshow zbliżał się wielkimi krokami, mało powiedzieć zostało 14 dni a ja nie miałem jeszcze pomalowanego zbiornika, zrobionej elektryki, wydechów, filtra powietrza, linek do gazu, siodła, podnóżków i dźwigni zmiany biegów i tylnego hamulca…


Wszystko na gwałt. Myślałem, że Roman wyjdzie z siebie gdy przyszedłem do niego z pomysłem na zrobienie filtra powietrza. Jednak pomysł na tyle mu się spodobał, że usiadł przy kompie i zaprojektował lekko modyfikując moją wizję kapitalny filtr i podnóżki. Czekałem na nie niemal do ostatniej chwili. Na pięć dni przed wyjazdem na wystawę miałem już wszystkie graty. Jedyne czego nie było to skończonego aerografu na zbiorniku i siodła. Tu z pomocą przyszła moja ukochana i pod moim czujnym okiem kleiła gąbki do stelaża jaki zrobiłem.


Życie nie może być za proste, gdy wydaje się, że wszystko jest już na najlepszej drodze dzieje się coś co niweczy wszystkie plany. Wielki piątek, skończyłem malowanie smoka na zbiorniku, przygotowałem wszystko do lakierowania. Lakier oczywiście House of Color UFC 35 i o 22 przystąpiłem do lakierowania. Pierwsza warstwa wydalała się pięknie, by po kilkunastu sekundach ściągnąć mnie na ziemię. Aerograf stworzyłem farbami Createx i o zgrozo okazało się, że zważyły się z lakierem Housa… Dramat, byłem załamany, praktycznie wszystkie elementy oprócz przedniego błotnika wyglądały jak powierzchnia suchego jeziora… Chciałem wyć, kopać i gryźć…
Wielka sobota, dziewiąta rano melduje się w zaprzyjaźnionej mieszalni lakierów w Grodzisku Mazowieckim przy stacji PKP i dokupuję potrzebne mi kolory House of Color. Pędem do lakierni (czytaj na strych do mojej mamy) i do roboty. Najpierw darcie zważonych elementów, potem czerń i malowanie wzorów. O 23,40 skończyłem lakierowanie elementów. Zadowolony i zmęczony wróciłem do domu.
Następny dzień nie przyniósł mi upragnionego spokoju. Jak można było się spodziewać lakierowanie garażowe przyniosło milion paprochów w lakierze. Znów odeszły mi chęci na wyjazd na Custom. Jednak moja Pani wspierała mnie w tych trudnych chwilach. Co tu dużo mówić, bez ukochanej kobiety i jej nieocenionego wsparcia nie skończył bym motocykla na czas…
W lany poniedziałek wziąłem się za robienie elektryki i owijanie taśmą z włókna szklanego wydechów.  Poskładałem co mogłem i nad ranem poszedłem spać. Wtorek, walka z polerowaniem lakieru, dzień czyszczenia, spinania tego co jeszcze nie pospinane, dorabiania brakujących mocowań, jakichś drobnych elementów i walka z gąbką siodła tak aby nadać jej odpowiedni kształt. Następnie tłoczenie w skórze wzoru japońskich rybek, naciąganie jej na stelaż z gąbką i barwienie. Skończyliśmy w środku nocy. Za to ja skończyłem nad ranem spinanie wszystkiego w jedną zwartą całość.


Czwartek, dzień wyjazdu, nerwy już na granicy wytrzymałości, niewyspany i wymęczony zaczynam mieć wszystkiego dość. Motocykl nadal nie skończony a moja wytrzymałość już prawie na wyczerpaniu. Niby wszystko już na swoim miejscu, zostało tylko zamontować siedzenie ale dopadają mnie myśli dziwne i zupełnie nie odpowiednie do sytuacji. Może nie jechać, może odpuścić. Przecież na takiej wystawie będą motocykle za grubą kasę, z czym ja się tam pokażę. Ola po raz kolejny rozwiewa niepewności i koło 23 ruszamy do Poznania.
Udało się, mimo wszelkim przeciwnościom losu, braku kasy, czasu i cierpliwości udało się. Na tylnym błotniku widnieje japoński napis ,, zawsze podążaj do celu, nie zważając na przeciwności losu”. Taki właśnie jest mój motocykl, zbudowany mimo wszystko, ogromnym nakładem pracy, czasu i wiary, której nie straciłem dzięki wsparciu kochającej mnie kobiety. Dzięki pracy Romana Warmuza z Metal Custom. Mojemu bratu, z którym zrobiłem siodło. Gdyby nie jego doświadczenie w pracy ze skórą jakie zdobył tworząc genialne rzeczy w swojej firmie Vaquero Manufacture mój motocykl nie wyglądał by tak jak wygląda.
,,Dążący do celu” taką nosi nazwę, taki właśnie jest, mój osobisty symbol walki, silnej woli i bycia nieugiętym mimo wszelkim przeciwnościom losu. ”

Komentarze
  1. Night pisze:

    Piękna historia piękna maszyna

  2. MotoSapiens pisze:

    Wynik tej historii to piąte miejsce na Custom Show!

  3. emptymedal pisze:

    🙂 no i wiedzialem ze sie uda 🙂

  4. Rayo pisze:

    Gratulacje!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s